Marcin Wroński: „Morderstwo pod cenzurą”||Początek cyklu z Zygą Maciejewskim

mordd

Biorąc do ręki „Morderstwo pod cenzurą” Marcina Wrońskiego trzeba mieć świadomość, że książka swoje pierwsze wydanie miała już ponad dekadę temu! Cóż to jest dziesięć lat w historii literatury? Okazuje się, że w dzisiejszych czasach dekada to jak kiedyś wielowiekowe okresy literackie. Dziś krajobraz złożony z literatury kryminalnej jest zupełnie inny, niż w czasie, gdy kryminalnie debiutował Wroński. Wiele miast było wówczas białymi plamami jeśli chodzi o fikcję kryminalną, autorów parających się gatunkiem kryminalnym również było zdecydowanie mniej, a sam gatunek nie cieszył się takim uznaniem jak dziś. Minęło dziesięć lat i można zaryzykować stwierdzenie, że kryminałów obecnie wydaje się więcej niż jeden przeciętny czytelnik jest w stanie przeczytać przez cały rok. Warto jednak pamiętać o tych, którzy ten gatunek u nas spopularyzowali. A że Wroński przyczynił się do popularyzacji kryminału – tu nie powinno być żadnych wątpliwości. Czytaj dalej

Reklamy

Marcin Wroński: „Portret wisielca”||Zbrodnia na uniwersytecie

wroń

„Portret wisielca” Marcina Wrońskiego to już ósma część lubelskiego cyklu z Zygą Maciejewskim. Dla mnie natomiast jest to pierwsze spotkanie z Maciejewskim i z Lublinem w stylu retro. Muszę przyznać, że udane. Na tyle udane, że zaostrzyło mój czytelniczy apetyt na pozostałe części. Kryminał retro jest szczególnym rodzajem powieści kryminalnej, ponieważ wymaga od autora nie tylko umiejętności kreowania ciekawych postaci i fabuły, ale także dogłębnego poznania realiów jakie panowały w czasach, w których akcja powieści ma się toczyć. A na realia z kolei składa się mnogość elementów. Takich jak sytuacja polityczna, społeczne nastroje, mówiąc ogólnie: wszystko to, co tworzy klimat danej epoki. Skoro „Portret wisielca” to już ósma część przygód z Maciejewskim, to z pewnością nie będę odkrywcza, jeśli stwierdzę, że Wroński egzamin z realiów lat trzydziestych ubiegłego wieku zdaje wręcz celująco. Niemniej jako że to moje pierwsze spotkanie z lubelskim cyklem, nie mogę tego faktu nie zauważyć i o nim nie wspomnieć. Czytaj dalej