Autor wjeżdża w dresie, autorka jest naga

biblio net

Do napisania niniejszego felietonu zainspirowała mnie zabawa, która zdobyła sobie ostatnio niezwykłą popularność na Facebooku. Z pewnością każdy z Was albo sam wziął w niej udział, albo zetknął się z nią na profilach znajomych, którzy z jakichś powodów postanowili podzielić się z innymi osobami tytułami siedmiu książek, jakie wywarły na nich wpływ lub z pewnych względów okazały się dla nich ważne. Siedem dni, siedem książek, bez żadnych wyjaśnień, tylko okładka – większość udostępnionych zdjęć rozpoczynało się takim właśnie sloganem, choć zdarzało się, że oprócz przyjętego przez wszystkich schematów, wiele osób czuło się zobligowanych, aby objaśnień udzielić. I dobrze. W końcu czytając, kształcimy w sobie nie tylko umiejętność wypowiedzi, ale też potrzebę artykułowania pewnych spraw. Czytaj dalej

Reklamy

Marcin Wroński: „Morderstwo pod cenzurą”||Początek cyklu z Zygą Maciejewskim

mordd

Biorąc do ręki „Morderstwo pod cenzurą” Marcina Wrońskiego trzeba mieć świadomość, że książka swoje pierwsze wydanie miała już ponad dekadę temu! Cóż to jest dziesięć lat w historii literatury? Okazuje się, że w dzisiejszych czasach dekada to jak kiedyś wielowiekowe okresy literackie. Dziś krajobraz złożony z literatury kryminalnej jest zupełnie inny, niż w czasie, gdy kryminalnie debiutował Wroński. Wiele miast było wówczas białymi plamami jeśli chodzi o fikcję kryminalną, autorów parających się gatunkiem kryminalnym również było zdecydowanie mniej, a sam gatunek nie cieszył się takim uznaniem jak dziś. Minęło dziesięć lat i można zaryzykować stwierdzenie, że kryminałów obecnie wydaje się więcej niż jeden przeciętny czytelnik jest w stanie przeczytać przez cały rok. Warto jednak pamiętać o tych, którzy ten gatunek u nas spopularyzowali. A że Wroński przyczynił się do popularyzacji kryminału – tu nie powinno być żadnych wątpliwości. Czytaj dalej

Bartosz Szczygielski: „Krew”||Co dalej z Gabrielem Bysiem?

krew bl

Kiedy doszłam do ostatniej strony „Aorty” Bartosza Szczygielskiego, w mojej głowie pojawiło się jedno natrętne pytanie. Zaczęłam mianowicie zastanawiać się nad tym, co autor zrobi z postacią Bysia w kolejnych częściach, bo w pierwszej skończył z nim mocno, bez sentymentu, zostawiając sobie pole do popisu, do manewrowania literacką wyobraźnią w różnych kierunkach. Minął ponad rok, a w moich rękach znalazła się „Krew” i odpowiedź na stawiane wcześniej pytania. Gabriel Byś i szpital psychiatryczny! Wyśmienicie, pomyślałam i zaczęłam czytać, ogromnie ciekawa, co Bartosz tym razem czytelnikom zgotował. Czytaj dalej

Zygmunt Miłoszewski: „Gniew”||Złośliwe zakończenie trylogii z Szackim

gniew bl

Trylogię z siwym prokuratorem miałam na swojej półce już od kilku lat. Najpierw przeczytałam „Ziarno prawdy” – z racji lokalizacji, która była mi najbliższa geograficznie, niedawno sięgnęłam po „Uwikłanie”, a teraz nadeszła pora na ostatnią część i pożegnanie się z bohaterem, który trochę irytował w pierwszej części, zachwycał w drugiej, w trzeciej ostatecznie odszedł iście po angielsku. Abstrahując jednak od zakończenia, o którym obszerniej będzie dalej, „Gniew” to znakomita powieść, znakomite zwieńczenie trylogii, a samemu Miłoszewskiemu wypada tylko pozazdrościć pióra. Czytaj dalej

Zygmunt Miłoszewski: „Jak zawsze”||Jak zawsze?

jak zawsze bl

Zacznę od tego, że Zygmunt Miłoszewski to jeden z moich ulubionych pisarzy. Po lekturze „Ziarna prawdy” stwierdziłam, że to najlepszy kryminał, jaki w życiu czytałam. Czy najnowsza powieść autora zweryfikowała moje mniemanie o nim? Absolutnie nie. Ale jednak nie mogę do końca podzielić entuzjazmu wielu czytelników, którzy uznali, że w przypadku ostatniej książki pisarzowi wyszło jak zawsze, czyli świetnie. Z drugiej strony nie należę również do grona tych odbiorców, którzy w okolicach setnej strony odłożyli powieść, bo się znudzili. Ale przyznam szczerze, przeszła mi przez głowę ta myśl. Powstrzymało mnie jedynie to, że nie mam zwyczaju odkładania nieprzeczytanych książek. Gdybym jednak to zrobiła, wiele bym straciła, toteż ci, którzy odłożyliście, żałujcie! Czytaj dalej

Zygmunt Miłoszewski: „Uwikłanie”||Uwikłany prokurator

uwikł bl

Miłoszewski to głośne i ugruntowane nazwisko w polskim świecie pisarzy kryminalnych. Wystarczy, że pisarz poinformuje o pracy nad kolejną książką, a rzesze jego wiernych czytelników są gotowe nową powieść kupić w ciemno. Nawet jeśli autor dokonuje „zdrady” gatunkowej. Również wydawca nie szczędzi nakładów na promocję, bo wie, że zwrócą się one wielokrotnie. A ja tymczasem, czekając na nową książkę Miłoszewskiego, nadrabiam zaległości we wcześniejszej twórczości autora. Ostatnio sięgnęłam po „Uwikłanie”, pierwszą część trylogii z prokuratorem Teodorem Szackim. Czytaj dalej

Raymond Chandler: „Długie pożegnanie”||O przyjaźni, zbrodni i paru innych sprawach…

dług bl

Co takiego było w Terrym Lennoxie, że Philip Marlowe nie zostawił go pijanego na ulicy? Na pewno mógł być każdym, począwszy od gangstera, a na zblazowanym bogaczu skończywszy. Na pierwszy rzut oka był więc zwyczajnym facetem, który wypił za dużo, i który może przynieść kłopoty, a w najlepszym wypadku po prostu nie podziękować za pomoc. Właściwie odpowiedzi na pytanie postawione na początku należy poszukiwać nie w Terrym Lennoxie, lecz w Philipie Marlowe’ie. Być może nasz uczciwy detektyw uznał, że jeśli pomoże Terry’emu, to świat choć odrobinę stanie się lepszy? Czytaj dalej

Henning Mankell: „Psy z Rygi”||Śledztwo w Rydze

nakkk bl

Miejscem akcji cyklu powieści z Kurtem Wallanderem Henning Mankell uczynił małe szwedzkie miasto Ystad. To pociąga za sobą pewne konsekwencje. Przestępczość małego miasta zwykle ma inną specyfikę i skalę, niż analogiczne zjawisko w dużej aglomeracji. Autor kryminalny, który decyduje się osadzić akcję w miasteczku, powinien wziąć tę specyfikę pod uwagę. W pierwszej części cyklu zatytułowanej „Morderca bez twarzy” mamy do czynienia z wątkiem emigranckim, akcja rozgrywa się w Ystad. Natomiast w drugiej części, „Psach z Rygi”, autor przenosi nas na teren Łotwy. Można więc domniemywać, że Mankell znakomicie zdawał sobie sprawę z ograniczeń wynikających z opisywania przestępczości w małym mieście. Czytaj dalej

Ross Macdonald: „Sprawa Galtona”||Dziedzic wielkiej fortuny

gal bl

Od dawna wiadomo, że tam, gdzie pojawiają się wielkie pieniądze w grę wchodzą również ciemne interesy, czy najzwyczajniej chciwość, chęć posiadania owych pieniędzy. W ludziach wówczas budzą się najgorsze instynkty i niejednokrotnie dochodzi do przestępstw. A te, jak wiadomo, nie oszczędzają żadnej grupy zawodowej czy społecznej. Zło wybucha zarówno tam, gdzie poziom majętności wystarcza zaledwie na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, jak i tam, gdzie pieniądz służy także do zaspokajania najwymyślniejszych zachcianek. Przy czym zbrodnię w środowisku ludzi majętnych często spowija grubsza warstwa tajemnicy, ponieważ ludzie tacy zwykle prowadzą życie na pokaz, są wpływowi, a odarcie z tajemnicy, mówiąc oględnie i eufemistycznie, mocno uderza w wizerunek. Z punktu widzenia gatunku kryminalnego zbrodnia w świecie bogaczy jest kusząca właśnie ze względu na ową tajemnicę. Detektyw ma nie lada orzech do zgryzienia, bo jeśli pracuje nad taką sprawą, to niewątpliwie zderza się ze zmową milczenia, która uatrakcyjnia fabułę i wzbudza ciekawość czytelnika. Myślę, że stąd między innymi wplatanie wątków z bogaczami w tle zafrapowało twórców czarnego kryminału. Czytaj dalej

Marek Krajewski: „Śmierć w Breslau”||Pierwsze spotkanie z Mockiem

bres bl

Tak się złożyło, że twórczość Marka Krajewskiego poznaję niechronoligicznie. Najpierw była powieść „W otchłani mroku”, potem „Głowa Minotaura”, następnie „Umarli mają głos” – książka napisana wspólnie z Jerzym Kaweckim. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest to, iż tak na dobrą sprawę nie zaznajomiłam się jeszcze z Eberhardem Mockiem. Dla przypomnienia: „W otchłani mroku” śledztwo prowadzi Popielski, w „Głowie Minotaura” Popielski pojawia się po raz pierwszy, i mimo że Mock mu towarzyszy, to właściwie nie przykuwa takiej uwagi jak jego kolega po fachu. No a „Umarli mają głos” to przecież książka nie z cyklu, lecz spisane przypadki z pracy zawodowej Jerzego Kaweckiego. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i na pierwszą powieść z Mockiem również w moim czytelniczym życiu przyszła pora. Czytaj dalej