Raymond Chandler: „Długie pożegnanie”||O przyjaźni, zbrodni i paru innych sprawach…

dług bl

Co takiego było w Terrym Lennoxie, że Philip Marlowe nie zostawił go pijanego na ulicy? Na pewno mógł być każdym, począwszy od gangstera, a na zblazowanym bogaczu skończywszy. Na pierwszy rzut oka był więc zwyczajnym facetem, który wypił za dużo, i który może przynieść kłopoty, a w najlepszym wypadku po prostu nie podziękować za pomoc. Właściwie odpowiedzi na pytanie postawione na początku należy poszukiwać nie w Terrym Lennoxie, lecz w Philipie Marlowe’ie. Być może nasz uczciwy detektyw uznał, że jeśli pomoże Terry’emu, to świat choć odrobinę stanie się lepszy?

Czy był to początek pięknej przyjaźni niczym w „Casablance”? Nie do końca. Lennox przyniósł Marlowe’owi raczej kłopoty, ale przecież to w końcu jego specjalność, tak jak specjalnością kryminału jest zbrodnia i trup. Zostaje więc zamordowana żona Lennoxa, a on jest głównym podejrzanym. Do kogo zgłasza się po pomoc? Oczywiście do Marlowe’a. Detektyw, mówiąc oględnie, jest w dość niekomfortowej sytuacji, pomaga Lennoxowi, ale dość specyficzna to pomoc. Literacko wypada znakomicie. Pokazuje jak radzi sobie detektyw, który na pierwszym miejscu stawia sprawiedliwość. W każdym razie zdawałoby się, że Lennox tak jak szybko się w życiu Marlowe’a pojawił, równie szybko się z niego ulotnił.

Jeden delikwent się ulotnił, ale życie, zwłaszcza powieściowe, nie znosi próżni i Marlowe natyka się na kolejną postać, która przysporzy mu ponownie tylko kłopotów. Będzie to pisarz z problemem alkoholowym. Jak widać w „Długim pożegnaniu” nasz detektyw z Los Angeles ma szczęście (nieszczęście?) do pijaków. Problem alkoholowy literata utrudnia mu pracę nad nową powieścią, której nie może skończyć. A może to nie alkoholizm jest problemem, lecz powód, dla którego pisarz pije? W każdym razie w pewnym momencie z pewnych powodów Marlowe nie jest w stanie tego dociec.

Właściwe przypadki Marlowe’a w „Długim pożegnaniu” czasem mogą wydawać się gorzko-śmieszne, ale jest to powieść, która wymyka się trochę ramom kryminału i staje się powieścią przez duże P. Morderstwa w niej występujące sprawiają wrażenie tylko dodatków do opowieści o samotności, zdeprawowanym mieście i paru innych problemach.

„Długie pożegnanie” powstawało w trudnym dla Chandlera okresie, naznaczonym chorobą ukochanej żony. Nie mogło więc pozostać to bez znaczenia dla powieści. Jest to książka chyba najbardziej przesycona pesymizmem. Wprowadzając postaci dwóch pijaków (choć w kontekście całości określenie to do Terry’ego nie do końca pasuje), Chandler sprawił, że jednym z problemów poruszonych w powieści jest problem alkoholizmu, który najpełniej wybrzmiewa w postaci pisarza. Zdania, które wypowiada, to gotowe sentencje na temat alkoholu i alkoholizmu. Natomiast z faktu, że jest pisarzem wynikają kolejne refleksje, tym razem na temat fachu pisarskiego.

Ponadto Chandler znakomicie uchwycił specyfikę środowiska bogaczy. Zważywszy na fakt, że był przecież pisarzem, który bywał w podobnym otoczeniu, można wysnuć wniosek, że odtworzył tę specyfikę wiarygodnie.

„Długie pożegnanie” oczywiście polecam, a mnie nie pozostaje teraz nic innego, jak sięgnąć po ekranizację Altmana.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s