Katarzyna Bonda: „Lampiony”||Opowieść o mieście

lampiony bl

Co wiem o Łodzi? Takie pytanie zadałam sobie przed rozpoczęciem lektury „Lampionów” Katarzyny Bondy. Miasto położone w centralnej Polsce, kojarzące mi się głównie z „Ziemią obiecaną” Reymonta, ulicą Piotrowską, która podobno w wyniku handlu galeriowego lata świetności ma już za sobą. Jak całe miasto zresztą, które prężnie rozwijało się w minionych wiekach, kiedy kwitł przemysł. Stare kamienice, bramy, bieda. O przepraszam, jest też trochę wielkiego świata, bo wszak w Łodzi, tak przynajmniej obiło mi się o uszy, organizowano jakieś fashion weeki. A ostatnimi czasy dowiedziałam się także, że to miasto meneli, dzięki wypowiedzi pewnego aktora, który chyba nie ma już czego w tym mieście szukać. Ogólnie o Łodzi wiem niewiele. Czy Katarzyna Bonda poszerzyła moją wiedzę?

Zanim odpowiem na powyższe pytanie, muszę wyjaśnić, dlaczego w ogóle je sobie zadaję. Dlaczego Katarzyna Bonda ma poszerzać moją wiedzę na temat Łodzi, jakby pisała przewodnik turystyczny, a nie kryminał. Przede wszystkim dlatego, że sama autorka w posłowiu zaznaczyła, że „Lampiony” to opowieść o mieście. Idąc tym tropem, czytelnik ma prawo spodziewać się, że z powieści wyłoni się obraz miasta, a tym samym może liczyć na uzupełnienie braków dotyczących jego wiedzy na temat tegoż miasta. Bo sam fakt, że kryminał jest opowieścią o mieście raczej nie powinien dziwić. Wystarczy zajrzeć do klasyki gatunku, aby się o tym przekonać.

Odwlekając jeszcze raz odpowiedź na pytanie postawione we wstępie, warto na początek opowiedzieć w jaki sposób Katarzyna Bonda opisuje Łódź i co z tego wynika. Przede wszystkim bardzo podoba mi się sposób w jaki Bonda nawiązuje do niefortunnej wypowiedzi Lindy na temat łódzkich meneli. Autorka bowiem wcale nie stara się udowodnić, że ich w mieście Łodzi nie ma. Nie czaruje rzeczywistości, lecz stara się na nią spojrzeć głębiej niż wyżej wymieniony aktor. Menele oczywiście są, ale za każdym z nich kryje się odrębny życiorys, do którego autorka dociera. Bonda stara się przede wszystkim zrozumieć Łódź, co się wydarzyło, że teraz wygląda tak, jak wygląda. Analizuje więc mechanizmy, wywraca miasto na drugą stronę, szuka i oczywiście znajduje. W efekcie być menelem w Łodzi, to brzmi dumnie.

Bonda zdaje się także dać do zrozumienia, że miasto to nie tylko topografia, przestrzeń miejska, choć tej jest również sporo, lecz przede wszystkim ludzie, którzy tę przestrzeń zapełniają. Stąd zupełnie zrozumiałym zabiegiem wydaje się wprowadzenie do powieści ogromnej liczby bohaterów, z których każdy jest inny. W końcu też nie bez powodu mamy takie oto motto z Arystotelesowskiej „Polityki”: „Miasto składa się z ludzi różnego rodzaju; ludzie podobni nie mogą stworzyć miasta”. Inna rzecz, że z perspektywy czytelniczej ten zabieg nie do końca się sprawdza – świadczą o tym liczne opinie mówiące, że książka jest przegadana, za dużo bohaterów i trudno się w tym wszystkim połapać, ale sam autorski zamysł jest zupełnie zrozumiały. Może to po prostu książka bardziej wymagająca i czytelnik wciąż musi być czujny, łączyć fakty oraz poszczególne życiorysy.

W wielu wywiadach promujących „Lampiony” Katarzyna Bonda opowiadała o tym, jak to podpala Łódź i tak też się dzieje. Miasto płonie niczym starożytny Rzym. Jeśli kiedykolwiek powieść zostanie sfilmowana, to będę to naprawdę efektowne, a wręcz apokaliptyczne, momenty. W końcu ogień odgrywa w tej opowieści nie mniejszą rolę, niż sama Łódź. A znając zamiłowanie Bondy do poznawania wszelkich tajników kryminalistyki, które następnie sprawnie przemyca w swoich powieściach, to i tu czytelnik może się spodziewać, że temat podpaleń został należycie opracowany i przedstawiony.

Pora na odpowiedź na pytanie postawione we wstępie. Brzmi ona oczywiście: tak. Bonda pokazała mi, że Łódź to miasto z historią. Tą ogólną, ale też indywidualną, należącą do poszczególnego człowieka. Ponadto Bonda pokazuje także sposób w jaki można o mieście pisać i przyznam szczerze, że bardzo przypadł mi on do gustu. Polecam przede wszystkim czytelnikom, którzy potrafią czytać między wierszami, interpretować, a nie liczą tylko na to, że wciągnie ich fabuła. Tam zwykle kryją się rzeczy najistotniejsze i najciekawsze.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Katarzyna Bonda: „Lampiony”||Opowieść o mieście

  1. Ja utknąłem na Hubercie Meyerze, a znając moje chorobliwe podejście do cykli książkowych, to nie przeczytam czegoś nie pokolei. Tak więc najpierw muszę skończyć Florystkę, a dopiero potem będzie Pochłaniacz. A gdzie do Lampionów! Ale lubię styl pisania Bondy i fajnie, że książka Ci się podobała. Przyjdzie i u mnie na nią czas.

    Polubione przez 1 osoba

    • A ja właśnie mam bardzo niechronologiczne podejście do Bondy – najpierw była książka „Tylko martwi nie kłamią”, teraz „Lampiony”, a na półce mam jeszcze „Florystkę”, która prawdopodobnie będzie następna w kolejności. Chyba że zakupię coś Bondy w międzyczasie. Wówczas kolejność może się zmienić. Przyznam szczerze, że pierwszą książką mnie nie przekonała. Natomiast, mimo że czytałam mnóstwo negatywnych opinii o „Lampionach” i faktycznie można pogubić się w wielości bohaterów, to z kolei „Lampionami” mnie akurat przekonała, głównie znakomitym konceptem jeśli chodzi o sposób opowiadania o mieście.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s