David Baldacci: „W godzinę śmierci”||Z klasyką i współczesnością pod rękę

w-godzine-smierci-bl

David Baldacci to kolejne kryminalne nazwisko, które będę miała na uwadze, kiedy będę przeglądać zapowiedzi wydawnicze, ewentualnie, kiedy będę w jakimś antykwariacie bądź w markecie na stoisku z przecenioną książką. Jeśli na nie natrafię, z chęcią zakupię, ponieważ autor zaintrygował mnie sposobem w jakim posługuje się znanymi kliszami fabularnymi, przykładaniem ich do współczesnych warunków oraz wplataniem historii autentycznych morderców. Imponuje mi również sposób konstruowania intrygi, która wyraźnie jest u tego autora na pierwszym planie. Liczy się zagadka i zaskoczenie czytelnika na końcu. Baldacci wielką wagę przyłożył do tego, aby intryga była wciągająca, co osiąga poprzez mnożenie tajemniczych zdarzeń oraz kolejne morderstwa, które nie układają się początkowo w żadną logiczną całość. Momentami miałam nawet wrażenie, że autor nie panuje nad intrygą. Kiedy kolejne karty odkrywały się i wydawało się, że to już koniec objaśniania przyczyn i okoliczności w jakich zostały popełnione poszczególne morderstwa, mnożyły mi się w głowie pytania i wątpliwości, dotyczącego spraw, które wydawało mi się, że autor pominął. Była to jednak tylko moja niecierpliwość, bo pisarz o niczym nie zapomniał, wszystko logicznie objaśnił, poszczególne elementy wskoczyły na swoje miejsce jak w obrazkowej układance.

Na okładce możemy przeczytać zarys fabularny, z którego wynika, że w warstwie kryminalnej będziemy mieć do czynienia z seryjnym mordercą wzorującym się na legendarnym Zodiaku. Świadczyć mają o tym rekwizyty pozostawione przy ofierze oraz listy przysyłane przez mordercę. Budzi to zarówno sensację jak i obawy. Znając historię Zodiaka, policja obawia się, że będą kolejne ofiary, a także, że schwytanie kogoś, kto wpadł na pomysł, aby kreować się na jednego z najbardziej nieuchwytnych morderców, nie będzie łatwym zadaniem. Najgorsze ma jednak dopiero nadejść. Pojawiają się kolejne ofiary, a sposób ich zamordowania zupełnie dezorientuje policję. Morderca działa bez zupełnego modus operandi, co bardzo utrudnia poznanie jego motywów oraz przewidzenie tego, kto będzie jego kolejną ofiarą. Nie zdradzając za wiele, powiem tylko, że Baldacci chwytami, które stosuje bardzo mocno wpisuje się w charakter amerykańskiej literatury kryminalnej, która bardzo chętnie korzysta z autentycznych historii rodzimych morderców.

Drugim źródłem, z którego Baldacci czerpie garściami, jest klasyka czarnego kryminału. Widać to niemalże na każdym poziomie. Czytelnik obeznany z tego typu literaturą bez trudu odnajdzie nawiązania do twórczości Chandlera, Hammetta i Macdonalda. Wprawdzie nie mamy tu samotnego detektywa rodem z „Głębikiego snu”, ale za to mamy parę detektywów, z których jeden bardzo wyraźnie został skrojony na modłę Chandlerowską. Ponadto bardzo czarnokryminalne mamy tutaj dialogi. Przenoszenie akcji do domu bogatej rodziny Battle’ów – w całościowym kontekście to nazwisko okazuje się nawet znaczące – to również jeden z wyznaczników konwencji noir. Natomiast mieszkańcy rezydencji, co nietrudno zgadnąć, mają swoje mniej lub bardziej mroczne sekrety z czasów obecnych jak i z przeszłości.

Inspirując się klasyką, Baldacci dba jednak o to, aby jego powieść była również na wskroś współczesna. Toteż widać tu przygotowanie autora z zakresu medycyny sądowej. Opisy sekcji zwłok, rozmowy na miejscu zbrodni, zdradzają fakt, że autor zanim zaczął pisać, rozmawiał ze specjalistami, konsultował się.

„W godzinę śmierci” to powieść godna polecenia wszystkim tym, którzy ponad wszystko w kryminale cenią zagadkę. Nie ma tu żadnego tła politycznego, poruszania palących problemów współczesności. Jest morderstwo, a właściwie morderstwa, bo trup ściele się tu gęsto, i dochodzenie do odkrycia prawdy na temat tego, kto zabił.

Natomiast z elementów, które tu wyraźnie szwankują, muszę wymienić tłumaczenie (dialogi wydają się brzmieć błyskotliwie, i w oryginale z pewnością takie są, lecz tłumaczowi chyba nie udało się tej błyskotliwości i lekkości przełożyć), redakcję oraz korektę. Niemniej są to rzeczy od autora niezależne, zwłaszcza zagranicznego, więc mimo wszystko „W godzinę śmierci” polecam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s