Henning Mankell: „Psy z Rygi”||Śledztwo w Rydze

nakkk bl

Miejscem akcji cyklu powieści z Kurtem Wallanderem Henning Mankell uczynił małe szwedzkie miasto Ystad. To pociąga za sobą pewne konsekwencje. Przestępczość małego miasta zwykle ma inną specyfikę i skalę, niż analogiczne zjawisko w dużej aglomeracji. Autor kryminalny, który decyduje się osadzić akcję w miasteczku, powinien wziąć tę specyfikę pod uwagę. W pierwszej części cyklu zatytułowanej „Morderca bez twarzy” mamy do czynienia z wątkiem emigranckim, akcja rozgrywa się w Ystad. Natomiast w drugiej części, „Psach z Rygi”, autor przenosi nas na teren Łotwy. Można więc domniemywać, że Mankell znakomicie zdawał sobie sprawę z ograniczeń wynikających z opisywania przestępczości w małym mieście. Czytaj dalej

Reklamy

Ross Macdonald: „Sprawa Galtona”||Dziedzic wielkiej fortuny

gal bl

Od dawna wiadomo, że tam, gdzie pojawiają się wielkie pieniądze w grę wchodzą również ciemne interesy, czy najzwyczajniej chciwość, chęć posiadania owych pieniędzy. W ludziach wówczas budzą się najgorsze instynkty i niejednokrotnie dochodzi do przestępstw. A te, jak wiadomo, nie oszczędzają żadnej grupy zawodowej czy społecznej. Zło wybucha zarówno tam, gdzie poziom majętności wystarcza zaledwie na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, jak i tam, gdzie pieniądz służy także do zaspokajania najwymyślniejszych zachcianek. Przy czym zbrodnię w środowisku ludzi majętnych często spowija grubsza warstwa tajemnicy, ponieważ ludzie tacy zwykle prowadzą życie na pokaz, są wpływowi, a odarcie z tajemnicy, mówiąc oględnie i eufemistycznie, mocno uderza w wizerunek. Z punktu widzenia gatunku kryminalnego zbrodnia w świecie bogaczy jest kusząca właśnie ze względu na ową tajemnicę. Detektyw ma nie lada orzech do zgryzienia, bo jeśli pracuje nad taką sprawą, to niewątpliwie zderza się ze zmową milczenia, która uatrakcyjnia fabułę i wzbudza ciekawość czytelnika. Myślę, że stąd między innymi wplatanie wątków z bogaczami w tle zafrapowało twórców czarnego kryminału. Czytaj dalej

Marek Krajewski: „Śmierć w Breslau”||Pierwsze spotkanie z Mockiem

bres bl

Tak się złożyło, że twórczość Marka Krajewskiego poznaję niechronoligicznie. Najpierw była powieść „W otchłani mroku”, potem „Głowa Minotaura”, następnie „Umarli mają głos” – książka napisana wspólnie z Jerzym Kaweckim. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest to, iż tak na dobrą sprawę nie zaznajomiłam się jeszcze z Eberhardem Mockiem. Dla przypomnienia: „W otchłani mroku” śledztwo prowadzi Popielski, w „Głowie Minotaura” Popielski pojawia się po raz pierwszy, i mimo że Mock mu towarzyszy, to właściwie nie przykuwa takiej uwagi jak jego kolega po fachu. No a „Umarli mają głos” to przecież książka nie z cyklu, lecz spisane przypadki z pracy zawodowej Jerzego Kaweckiego. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i na pierwszą powieść z Mockiem również w moim czytelniczym życiu przyszła pora. Czytaj dalej

Dashiell Hammett: „Sokół maltański”||W pogoni za marzeniem

sokol1 bl

Detektyw Tom Polhaus: Ciężkie. To kamień?

Sam Spade: Nie. Ludzkie marzenia.

Wprawdzie w powieści nie uświadczymy powyższej wymiany zdań między Spadem a Polhausem, która miała miejsce w ekranizacji, ale jest to idealna puenta podsumowująca całe kryminalne zamieszanie w „Sokole maltańskim”. Ludzka chciwość doprowadziła do sekwencji zdarzeń, w wyniku których padły trupy i komuś zagroził stryczek. Czytaj dalej

Gaja Grzegorzewska: „Kamienna noc”||Tu nic nie jest tym, czym się wydaje

Grzegorzewska_Kamienna-noc_m bl

Po raz pierwszy z prozą Gai Grzegorzewskiej zetknęłam się w trakcie lektury „Betonowego pałacu”. I przepadłam. Twórczość krakowskiej autorki na mapie polskiego kryminału jest zjawiskiem niezwykle indywidualnym, nie do pomylenia z niczym innym, zapadającym w pamięć. Od dawna noszę się z zamiarem skompletowania wcześniejszych książek Gai, jednocześnie wyczekując kolejnych. W jednym z wywiadów przeczytałam, że Grzegorzewska uważa się przede wszystkim za rzemieślniczkę, z czym ja osobiście się nie do końca zgadzam. Być może pisarka miała na myśli sam tryb pracy, tajniki warsztatu, ale kiedy wczytamy się w jej prozę, to zauważymy, że efekt końcowy daleko odbiega od tego, co zwykle określamy rzemiosłem. Aby pisać tak, jak Grzegorzewska, nie wystarczy znać tajniki rzemiosła, nie wystarczy umiejętnie się nimi posługiwać. Trzeba po prostu mieć talent. Czytaj dalej

John Grisham: „Samotny wilk”||Ostatni sprawiedliwy

sam wilk bl

Czy wiecie, dlaczego w klasycznym kryminale noir bohaterem jest prywatny detektyw? Jeśli tak, przeskoczcie kilkanaście najbliższych linijek i czytajcie dalej. Jeśli nie, posłuchajcie. Postać prywatnego detektywa była po prostu konsekwencją czasów, w których żyli twórcy czarnego kryminału oraz czasu, w jakim osadzali akcję swoich powieści. Były to czasy wyjątkowo niespokojne, naznaczone rozkwitem przestępczości oraz zupełnej bezsilności policji w zetknięciu ze zbrodniczym półświatkiem. Ponadto kwitła korupcja, również w policji, a mundur policyjny zwykłym obywatelom wcale nie kojarzył się z praworządnością. Wręcz przeciwnie. Zwyczajni ludzie po prostu nie ufali policji, a nawet jeśli w świecie policyjnym zdarzały się przykłady sumienności, to dążenie do sprawiedliwości bywało ukrócane przez przekupnych funkcjonariuszy postawionych na wyższych szczeblach. Mówiąc krótko, policjant w powieści kryminalnej, w której na końcu należy oddać laur sprawiedliwości, byłby po prostu bohaterem niewiarygodnym. Co innego detektyw: gość, który nie dba o awans, nie ma nad sobą szefa, i który pracuje na własny rachunek. Prywatny detektyw to idealny bohater dla powieści kryminalnej, ostatni sprawiedliwy w tym unurzanym po uszy w źle świecie. Czytaj dalej

John Howard Griffin: „Czarny jak ja”||W skórze „obcego”

czarny-jak-ja - bl

Mimo że świat wciąż prze do przodu, nowe technologie zachwycają swoimi możliwościami, to pewne aspekty wciąż pozostają niezmienne. Gdy prześledzimy dzieje ludzkości, to z pewnym smutkiem będziemy musieli stwierdzić, że natura ludzka na przestrzeni wieków niewiele się zmieniła. W każdej epoce wracają te same demony, które powodują destrukcję. Jak stary jest świat, tak stare są takie zjawiska jak rasizm i wszelkiego rodzaju ksenofobie. „Inny” zawsze wywoływał strach (który sam w sobie jest jeszcze zjawiskiem mało szkodliwym) oraz nienawiść (ta z kolei doprowadzała do wielu nieszczęść). W zetknięciu z „obcością” ludzie zazwyczaj mają do wyboru dwie opcje: ulec populizmowi i powtarzanym stereotypom, bądź włączyć myślenie i ową obcość zrozumieć i oswoić. Wśród tej drugiej grupy znajdują się też tacy, którzy postanawiają zawalczyć o prawa „innych”, bo nie zgadzają się na rasizm i wszelkiego rodzaju ksenofobie. Czytaj dalej