Dobre zakończenie

happy1

Postawienie ostatniej kropki to ważny moment w procesie pisania. Towarzyszą mu różne emocje. Przede wszystkim czuje się radość z zakończenia kolejnego pisarskiego projektu. Ostatnia kropka jest jak zwieńczenie ciężkiej, żmudnej pracy obfitującej zarówno w wzloty jak i upadki. Niektórzy autorzy mówią też o smutku wynikającym z rozstania z historią i bohaterami, z którymi żyło się przez ostatnie miesiące. Na szczęście pisarstwo to taka praca, której proces jest powtarzalny. Po skończeniu jednej książki, odpoczynku, autor zwykle zaczyna żyć nową opowieścią, pojawia się ekscytacja, ciekawość, co tym razem wyjdzie z nowego projektu. Ale to historia na inny felieton. Czytaj dalej

Reklamy

Aleksandra Zielińska: „Bura i szał”||Trauma i uleczenie

szał11

Temat traumy z dzieciństwa i jej rezonowania w dorosłym życiu nie jest tematem nowym dla literatury. W czasach gdy problem ten rozłożony jest na czynniki pierwsze przez psychologię i psychiatrię, literatura może jeszcze coś na ten temat odkrywczego powiedzieć? I właściwie czy to dobry temat dla literatury, która chce być czymś więcej niż tylko rozrywką? O ile literatura popularna bazuje na ogranych motywach, przetwarza je, czasem podaje w znanej formie, to czy literatura wyższych lotów może sobie na takie ogrania pozwolić? Te i wiele innych pytań wywołuje lektura powieści Aleksandry Zielińskiej „Bura i szał” (tak, już tytuł zdradza o czym będzie rzecz, zupełnie nie pozostawiając miejsca na interpretację, a przecież po ambitnej literaturze raczej spodziewamy się tytułu metaforycznego i wieloznacznego). Czytaj dalej

Więzy

statua-wolnosci bl

Są nowojorczycy marzący o starym kontynencie, Europie, a zwłaszcza Paryżu, będącym dla nich synonimem elegancji i stylu.

Oczywiście nie chodzi tylko o ten styl i elegancję. Paryż to coś więcej. To amerykańskie marzenie, które wyszło poza granice Stanów Zjednoczonych. To miasto miłości.

Ale Rita nigdy nie marzyła o Paryżu.

Śniła swój amerykański sen tu, w Nowym Jorku, czekając aż wreszcie się wyśni i będzie mogła powiedzieć, że Ameryka to kraj, w którym każdemu może się udać. Od zera do milionera. Od Instagrama do najlepszych nowojorskich galerii, w których na wernisaże jej prac będą przychodzić najbogatsi, zupełnie nie znający się na sztuce, ale z wrodzonego lub nabytego wraz z fortuną snobizmu, gotowi będą wyłożyć duże pieniądze, by tylko mieć jej fotografie w swoich apartamentach na Piątej Alei.

Bo Rita marzyła o tym, aby zostać znanym fotografem. Czytaj dalej

Autor wjeżdża w dresie, autorka jest naga

biblioteka

Do napisania niniejszego felietonu zainspirowała mnie zabawa, która zdobyła sobie ostatnio niezwykłą popularność na Facebooku. Z pewnością każdy z Was albo sam wziął w niej udział, albo zetknął się z nią na profilach znajomych, którzy z jakichś powodów postanowili podzielić się z innymi osobami tytułami siedmiu książek, jakie wywarły na nich wpływ lub z pewnych względów okazały się dla nich ważne. Siedem dni, siedem książek, bez żadnych wyjaśnień, tylko okładka – większość udostępnionych zdjęć rozpoczynało się takim właśnie sloganem, choć zdarzało się, że oprócz przyjętego przez wszystkich schematów, wiele osób czuło się zobligowanych, aby objaśnień udzielić. I dobrze. W końcu czytając, kształcimy w sobie nie tylko umiejętność wypowiedzi, ale też potrzebę artykułowania pewnych spraw. Czytaj dalej

Marcin Wroński: „Morderstwo pod cenzurą”||Początek cyklu z Zygą Maciejewskim

mordd

Biorąc do ręki „Morderstwo pod cenzurą” Marcina Wrońskiego trzeba mieć świadomość, że książka swoje pierwsze wydanie miała już ponad dekadę temu! Cóż to jest dziesięć lat w historii literatury? Okazuje się, że w dzisiejszych czasach dekada to jak kiedyś wielowiekowe okresy literackie. Dziś krajobraz złożony z literatury kryminalnej jest zupełnie inny, niż w czasie, gdy kryminalnie debiutował Wroński. Wiele miast było wówczas białymi plamami jeśli chodzi o fikcję kryminalną, autorów parających się gatunkiem kryminalnym również było zdecydowanie mniej, a sam gatunek nie cieszył się takim uznaniem jak dziś. Minęło dziesięć lat i można zaryzykować stwierdzenie, że kryminałów obecnie wydaje się więcej niż jeden przeciętny czytelnik jest w stanie przeczytać przez cały rok. Warto jednak pamiętać o tych, którzy ten gatunek u nas spopularyzowali. A że Wroński przyczynił się do popularyzacji kryminału – tu nie powinno być żadnych wątpliwości. Czytaj dalej

Bartosz Szczygielski: „Krew”||Co dalej z Gabrielem Bysiem?

krew bl

Kiedy doszłam do ostatniej strony „Aorty” Bartosza Szczygielskiego, w mojej głowie pojawiło się jedno natrętne pytanie. Zaczęłam mianowicie zastanawiać się nad tym, co autor zrobi z postacią Bysia w kolejnych częściach, bo w pierwszej skończył z nim mocno, bez sentymentu, zostawiając sobie pole do popisu, do manewrowania literacką wyobraźnią w różnych kierunkach. Minął ponad rok, a w moich rękach znalazła się „Krew” i odpowiedź na stawiane wcześniej pytania. Gabriel Byś i szpital psychiatryczny! Wyśmienicie, pomyślałam i zaczęłam czytać, ogromnie ciekawa, co Bartosz tym razem czytelnikom zgotował. Czytaj dalej

Zygmunt Miłoszewski: „Gniew”||Złośliwe zakończenie trylogii z Szackim

gniew bl

Trylogię z siwym prokuratorem miałam na swojej półce już od kilku lat. Najpierw przeczytałam „Ziarno prawdy” – z racji lokalizacji, która była mi najbliższa geograficznie, niedawno sięgnęłam po „Uwikłanie”, a teraz nadeszła pora na ostatnią część i pożegnanie się z bohaterem, który trochę irytował w pierwszej części, zachwycał w drugiej, w trzeciej ostatecznie odszedł iście po angielsku. Abstrahując jednak od zakończenia, o którym obszerniej będzie dalej, „Gniew” to znakomita powieść, znakomite zwieńczenie trylogii, a samemu Miłoszewskiemu wypada tylko pozazdrościć pióra. Czytaj dalej

Zygmunt Miłoszewski: „Jak zawsze”||Jak zawsze?

jak zawsze bl

Zacznę od tego, że Zygmunt Miłoszewski to jeden z moich ulubionych pisarzy. Po lekturze „Ziarna prawdy” stwierdziłam, że to najlepszy kryminał, jaki w życiu czytałam. Czy najnowsza powieść autora zweryfikowała moje mniemanie o nim? Absolutnie nie. Ale jednak nie mogę do końca podzielić entuzjazmu wielu czytelników, którzy uznali, że w przypadku ostatniej książki pisarzowi wyszło jak zawsze, czyli świetnie. Z drugiej strony nie należę również do grona tych odbiorców, którzy w okolicach setnej strony odłożyli powieść, bo się znudzili. Ale przyznam szczerze, przeszła mi przez głowę ta myśl. Powstrzymało mnie jedynie to, że nie mam zwyczaju odkładania nieprzeczytanych książek. Gdybym jednak to zrobiła, wiele bym straciła, toteż ci, którzy odłożyliście, żałujcie! Czytaj dalej

Zygmunt Miłoszewski: „Uwikłanie”||Uwikłany prokurator

uwikł bl

Miłoszewski to głośne i ugruntowane nazwisko w polskim świecie pisarzy kryminalnych. Wystarczy, że pisarz poinformuje o pracy nad kolejną książką, a rzesze jego wiernych czytelników są gotowe nową powieść kupić w ciemno. Nawet jeśli autor dokonuje „zdrady” gatunkowej. Również wydawca nie szczędzi nakładów na promocję, bo wie, że zwrócą się one wielokrotnie. A ja tymczasem, czekając na nową książkę Miłoszewskiego, nadrabiam zaległości we wcześniejszej twórczości autora. Ostatnio sięgnęłam po „Uwikłanie”, pierwszą część trylogii z prokuratorem Teodorem Szackim. Czytaj dalej

Raymond Chandler: „Długie pożegnanie”||O przyjaźni, zbrodni i paru innych sprawach…

dług bl

Co takiego było w Terrym Lennoxie, że Philip Marlowe nie zostawił go pijanego na ulicy? Na pewno mógł być każdym, począwszy od gangstera, a na zblazowanym bogaczu skończywszy. Na pierwszy rzut oka był więc zwyczajnym facetem, który wypił za dużo, i który może przynieść kłopoty, a w najlepszym wypadku po prostu nie podziękować za pomoc. Właściwie odpowiedzi na pytanie postawione na początku należy poszukiwać nie w Terrym Lennoxie, lecz w Philipie Marlowe’ie. Być może nasz uczciwy detektyw uznał, że jeśli pomoże Terry’emu, to świat choć odrobinę stanie się lepszy? Czytaj dalej